Magdalena & Maciej
prawosławny ślub na Podlasiu
Prawosławie na Podlasiu to coś powszechnego; to taki region kraju, w którym od wieków przenikały przez siebie wszelakie kultury, żyjąc ze sobą w zgodzie. W niektórych częściach województwa ciężko nawet znaleźć kościół, za to drewnianą cerkiew – bez problemu. Dla osób spoza regionu ślub prawosławny może wydawać się więc jak odległa egzotyka, niczym buddyjskie zwyczaje w dalekiej Azji.
A co powiecie na ślub prawosławno-katolicki w cerkwi, tuż przy białoruskiej granicy? Magda i Maciek zdecydowali powiedzieć sobie „tak” właśnie w takim cudownym miejscu, chociaż sama ceremonia była całkowicie odmienna od tych, którą znamy z kościołów.
Ale zacznijmy od początku! Poranek w dniu ślubu naszych Młodych był – szczerze mówiąc – taki sobie. Kropił deszcz i raczej było chłodno, a przecież nie było nawet połowy września! W dużym, rodzinnym domu, w którym wszystko było zorganizowane jak w ulu, nie było na szczęście czuć paskudnej pogody z zewnątrz. Ciepła, rodzinna, życzliwa atmosfera biła od każdej z osób, a było ich niemało! Przygotowania, które odbywają się w jednym miejscu, to zawsze spore wyzwanie, ale zawsze jest to też kupa radości, śmiechu i intrygi.
Ceremonia zaślubin w cerkwi jest wymagająca, ale bardzo piękna zarazem. Cóż to był za czas! Majestatyczne sklepienia, wszędobylskie ikony, setki świeczek i chór śpiewający po starocerkiewnemu. Pop był wyrozumiały i część uroczystości przeprowadził w języku polskim, ze względu na Pana Młodego.
Po zaślubinach nadszedł czas na całonocną zabawę, na której ani przez chwilę nie było nudno – a to głównie dzięki przebojowości Magdy i Maćka, którzy dbali o każdego gościa, każdy szczegół i praktycznie nie schodzili z parkietu! W tym wszystkim pomógł nam nasz znajomy wodzirej, którego pierwszy raz poznaliśmy na weselu, na którym bawiliśmy się jako goście.
Nasi nowożeńcy sprawili, że dzień ten był wyjątkowy nie tylko dla gości czy dla nas, ale przede wszystkim – dla nich samych. Ich pozytywna energia, która bije od zdjęć, jest wręcz zaraźliwa. I życzymy sobie, żeby tylko takie zarazy nas dotykały!
